Znalezienie zatrudnienia – czy tak to powinno wyglądać? Okiem Kandydata

15 lipca 2019

Tysiące różnych ogłoszeń, wszystkie mówiące to samo. Benefity, możliwość rozwoju, niezbędne narzędzia pracy. Umiejętność pracy w zespole, dotrzymywanie deadline’ów, odporność na stres. Minimum dwa lata doświadczenia, mile widziana znajomość języka obcego.

Starannie wybieram oferty i uczciwie określam swoje widełki. Aplikuję ostrożnie na kilka wybranych. I… czekam. A potem czekam jeszcze trochę.

Niestety czas mija, a odzewu brak. Ponawiam więc swoje działania. Tym razem nieco odważniej, aplikując na kilkanaście z nich. Nazw kilku z firm nie kojarzę. I czekam.

Na skrzynkę mailową dostaję powiadomienia o podziękowaniu za wzięcie udziału w procesie rekrutacji. Najczęściej jest to informacja o otworzeniu mojego CV przez rekrutera. Takich aplikacji jak moja, znalazło się pewnie setki.

Aplikuję więc ponownie, z obniżonymi widełkami. Tym razem na oślep, na wszystko co wpadnie mi w oko. W końcu rzekomo brakuje pracowników, zwłaszcza tych zdolnych, prawda? Ktoś musi się odezwać.

Po tygodniu jest! Otrzymałem telefon i zaproszenie na spotkanie. Nie pamiętam co prawda które to było ogłoszenie, czym miałem się zajmować oraz jakie widełki określiłem. Ale głupio zapytać się rekrutera, w końcu zmotywowany do zmiany pracy jestem, nie chcę żeby pomyślał inaczej.

Na spotkaniu okazuje się, że nie do końca jesteśmy do siebie dopasowani. Umiejętności niby ok, ale nie znam branży i moje oczekiwania są zbyt duże. Podajemy sobie ręce i się rozchodzimy.

Brak alternatywnego tekstu dla tego zdjęcia

Jakiś czas później dostaję drugi telefon. Ten wymarzony telefon. Od firmy którą znam, gdzie wiem czym mam się zajmować i pamiętam moment aplikacji, gdzie podczas wysyłania CV drżała mi dłoń. Idę na spotkanie.

Rozmowa układa się wspaniale. Spełniam wszystkie wymagania, doświadczenie też się zgadza. Przychodzi do punktu kulminacyjnego każdej rozmowy – pytania o wynagrodzenie. W mojej głowie biję się ze swoimi myślami. Czy to nie będzie zbyt dużo? Może mają kogoś lepszego? W końcu przez ostatnie kilka miesięcy poszukiwanie pracy było naprawdę trudne, nie chcę wrócić do tego momentu. Wypalam więc, trochę za mało niż chciałem. Podajemy sobie ręce i się rozchodzimy.

Po tygodniu dzwoni telefon. Mam tą pracę! Mam też do siebie trochę żalu, bo może powinienem bardziej postawić na swoim? Uspokajam się jednak, najgorsze już za mną. Przynajmniej przez jakiś czas nie muszę znowu przechodzić przez proces poszukiwania pracy.

Przyjąłem narrację pierwszoosobową, bo sądzę że KAŻDY z nas był kiedyś w takiej sytuacji. Czy to wina ludzi? Ja wychodzę z założenia, że to system jest wadliwy i należy go zmienić. A jakie jest Państwa zdanie?

  • Udostępnij materiał: