Znalezienie Kandydata – czy tak to powinno wyglądać? Okiem Rekrutera

15 lipca 2019

W poprzednim miesiącu napisałem artykuł, który opisywał cały proces typowego szukania pracy przez Kandydata. Link TUTAJ. Dzisiaj chciałbym odwrócić role i pokazać jak często (ale nie zawsze) wygląda to z perspektywy Rekrutera.

Trafia się proces rekrutacyjny, więc publikujemy ogłoszenie. Nierzadko polityka firmy nie pozwala na odejście od typowego: wymagamy, oczekujemy, oferujemy. Do tego krótki opis stanowiska, który fajnie gdyby brzmiał nietypowo. Niestety przy publikowaniu kilkunastu/kilkudziesięciu ogłoszeń w miesiącu coraz trudniej o oryginalność. Gdy wszystko jest gotowe… czekamy.

Najczęstsze scenariusze są dwa. I to skrajne. Albo spływ jest tak duży, że ciężko przebrnąć przez wszystkie CV albo jest tak mały, że chwytamy się brzytwy. Albo kosimy Kandydatów, bo nie możemy umówić się na 100 spotkań z przedwstępną rozmową telefoniczną albo potrafimy przekonywać przez kilka dni jedną osobę, że warto jest się z nami spotkać żeby niezobowiązująco porozmawiać o perspektywach rozwoju.

Brak alternatywnego tekstu dla tego zdjęcia

W końcu nadchodzi wyczekiwany czas spotkania, gdzie mamy nadzieję że ten Kandydat jest w końcu tym idealnym. Skanujemy jego CV, i tak uzbrojeni zaczynamy rozmowę. Gadka się klei, chemia jest, doświadczenie się zgadza, nawet język obcy na zaskakująco wysokim poziomie. Dochodzimy do kwestii wynagrodzenia i… właśnie straciliśmy 40 minut na spotkanie. No nic, następnym razem.

Tak naprawdę, w miejscu wynagrodzenia może pojawić się cokolwiek innego. Na rozmowach czasem najmniejszy detal, o którym nie wiedzieliśmy wcześniej może zdecydować że nie dojdzie do zamknięcia procesu. Czy do końca naszej kariery zawodowej jesteśmy skazani na tego typu scenariusze? Osobiście wierzę, że nie. Podobnie jak w przypadku przygody Kandydata, wierzę że to nie wina ludzi, a systemu w którym się poruszamy. Najwyższa więc pora trochę te schematy pozmieniać 🙂

  • Udostępnij materiał: